Słowo o Domu Świętej Elżbiety (Fiodorownej)

Obfitością połowu stoimy. Nie chcąc jednak zmęczyć czytelnika, z radością wypunktujemy tylko co najważniejsze fakty: niechaj posłużą za strzałki do wnętrza problemu pod nazwą „zdrowy wypoczynek w łonie Świętej Cerkwi”,
dla wszystkich, z błogosławieństwa Świętych Prawosławnych w Jedności Wschodu i Zachodu, w przejęciu wieńca wprost od świętej mniszki-męczennicy Elżbiety Fiodorownej, ku pamięci doktora Teodora Romplera, i ojca Aleksego Malcewa, na wysepce serca (dla modlitwy serca: Jezusowej modlitwy),
z gołębią nadzieją na ocalenie (scs. iscelenije) duszy i ciała, które dokonuje się – od założenia świata, i dziś – w Trójświętej Chwale – Ojca, i Syna, i Ducha Świętego, amen.

Chcemy mówić o Domu, który wraz z nowym gospodarzem i świetlanym wezwaniem ku czci Świętej Męczennicy Wielkiej Księżnej Elżbiety Fiodorownej (+ 1918) jął – jak na prawdziwym zakwasie – wyrastać ponad lokalną miarę, krok po kroku opromieniając i wzbogacając pierwotny zamysł „dwóch-trzech osób” zebranych w Imieniu Pana, bez Którego nic by nie było, co było, jest i będzie, poprzez ogrom wykonanych, skoordynowanych i doprowadzonych do końca prac remontowych czy li (według detalicznej dbałości) restauracyjnych –
Domu, który wzbudził zachwyt potomków doktora Romplera (corocznie odwiedzających skromne dziś progi), założyciela i miłośnika tego miejsca, i ogrodów, i cerkwi, Domu, który gościł wielu i niewielu, który ochraniał, który ratował, wychowywał, Domu, który mógł stać się wreszcie pierwszorzędnym „korytarzem miru Bożego” wiodącym do cerkwi na wzgórzu (by wznieść Wyżej modlitwy: „Któż jak Bóg?”) i z powrotem, miejscem spotkań (młodzieży, seniorów), twórczego wypoczynku, warsztatów ikonograficznych, wysmakowanych koncertów i głębokiego cerkiewnego świątecznego rozśpiewania, naukowych konferencji teologicznych (tu prym nie raz wiodła Akademia Teologiczna z Petersburga) i bezpiecznych dziecięcych zabaw, polem dla popisu dla młodzieńczych brackich wysiłków, polem wyraźnych, zbiegających się w Obliczu Chrystusa sojuszów i międzykulturowych czy też międzywyznaniowych filtracji.
Albowiem z głębi prawosławnych serc – na tej wysepce – wybija się pieśnią, zawsze pod Wielki Prazdnik Bożego Objawienia, ów nieśmiertelny stich, rozcinający kanon „Wielkiego Powieczerza”:

„Z nami Bóg!
Upokorzcie się poganie!”

I kończąc niniejsze strofy, i otwierając drogi:
chcemy związać się z Domem, modlitwą czy zamysłem dobrym, który ze swego gniazda: przygranicza, wiedzie do wielu ośrodków na mapie turystycznej, czy zdrowotnej, czy kulturalnej prastarej Europy (Praga – Berlin – Wrocław): skąd można się trudzić i pieszo, i saniami, i łyżwą, zimą i latem, z modlitewnikiem i z rozmówkami, z Bohohłasnikiem i fotoaparatem, chłonąc powietrzny pokarm, racząc zmysły fauną i florą, oddając, co cesarskie cesarzowi, a co Boże, Bogu!

Domu, który starał się i stara się być Domem – jakoby Marty i Marii u stóp Chrystusa, zjednoczonych przecież w posłudze świętej Elżbiety i mniszek, sióstr-miłosierdzia, Domem, który pragnąłby być po prostu Domem na tym jedynym do przeżycia świecie.

18 i 19 września 2009 roku, z okazji cerkiewnego święta, szczególnie wybranego i błogosławionego na ten dzień dla sokołowskiego chramu i wspólnoty, pod nazwą „Cudu Archanioła Michała w Chonach”, miało miejsce uroczyste poświęcenie Domu świętej Elżbiety (podówczas Ośrodka Spotkań Integracyjnych), którego dokonał Jego Ekscelencja Najprzewielebniejszy Jeremiasz, Arcybiskup Wrocławski i Szczeciński w asyście duchowieństwa oraz dostojnych Gości, wśród nich J.E. Adama Bałabucha z Cerkwi Rzymskokatolickiej, sufragana świdnickiego.

„Raduj się, święta mniszko-męczennico Elżbieto, piękności Cerkwi Rosyjskiej, w godność oblubienicy Chrystusowej przyobleczona!”

(powtarzające się wezwanie „chajretyczne”: „Raduj się”
z akatystu do Świętej)